My-forget-me-not - Rozdział 1

Każda historia musi się jakoś zacząć. Ta ma już swój początek i choć zaczęło się to wszystko niewinnie dwa lata temu, teraz już było całkiem inaczej. Dziewczyna,która dwa lata temu była płaczliwą i dziecinną nastolatką, przez tak krótki okres czasu zmieniła się nie do poznania.

Teraz, na szerokim parapecie, wpatrując się w okno, siedziała, jak mogłoby się wydawać, ta sama dziewczyna, jedynie troszkę starsza. Zmieniła się jednak bardziej niż mogłoby się komukolwiek wydawać. Wydarzenia zmusiły ją do dorośnięcia stanowczo za szybko, za bardzo brutalnie i bezlitośnie, nie pytając jej o zdanie. Każdy z nas będąc dzieckiem chciał być dorosły i odwrotnie, dorośli chcieliby być dziećmi. Ona już od dwóch lat nie była dzieckiem. Stała się dorosła w wieku 14lat. Choć ciało i czasami jej zachowanie świadczyły o bardzo młodym wieku, takich doświadczeń, problemów i zmartwień nie miał żaden dorosły. Sama się w tym wszystkim lekko pogubiła. Jej zamyślona twarz wskazywała, że na swoich barkach nosi losy całego świata, a najdziwniejsze jest to, że tak właśnie było.

Siedziała tak wpatrując się w gwiazdy. Dookoła było tak cicho i pusto. Nie było jeszcze późno, gdyż po ulicach jeździło całkiem sporo aut, a czasami ktoś przeszedł po chodniku pod oknem dziewczyny. Zegar o kształcie króliczka wiszący na ścianie wskazywał 22.30. Mogłoby się wydawać, że dziewczyna siedząca na parapecie jest marmurową rzeźbą, bo od dłuższego czasu nie poruszyła się ani trochę. Jej oczy odbijały blask gwiazd, a policzki były lekko zaróżowione, co świadczyło o niedawnym pobycie na chłodnym, wieczornym powietrzu. I tak rzeczywiście było.

Usagi - tak miała na imię owa dziewczyna, dopiero pół godziny temu wróciła do domu, by tak jak obiecała mamie, być po dziesiątej. Skąd wróciła? Z pożegnania... Pożegnania przyjaciół, których nie za szybko spotka, jeśli w ogóle jeszcze kiedyś będzie jej dane ich zobaczyć. Znała ich dość krótko, lecz stali się jej bardzo bliscy. Przeżyła z nimi bardzo wiele ciężkich chwili, bardzo ciężkich. Pożegnanie było dość krótkie, choć bardzo trudne, a Usagi próbowała do tego podejść "na wesoło", czyli tak, jak umiała najlepiej. Nie chciała, by komuś było przykro czy smutno. Jej było, ale nie chciała tego nikomu pokazywać. Szczególnie jednej z czterech osób, z którymi się żegnała, która była jej bliższa niż pozostałe, z którą najbardziej się zżyła i którą najbardziej zraniła. Mogła jej ofiarować "tylko" przyjaźń. Miała mieszane uczucia, tak bardzo nie chciała się z Nim żegnać, a jednak ten jego wzrok... cierpiał. Nie wiedziała, czy byłaby szczęśliwa, widząc jego ból i czy on byłby szczęśliwy widząc ją z innym. Odlecieli, a ona mogła powiedzieć tylko: "Do zobaczenia księżniczko, Taiki, Yaten... Seiya". Jej przyjaciółki będące razem wróciły do domów, jak gdyby nigdy nic, jak zawsze, choć jeszcze dzień wcześniej ich nie było. Została tylko ona i wysoki czarnowłosy mężczyzna, który wczoraj "wrócił" razem zresztą jej przyjaciół. Skąd? Z zaświatów.

Stali razem, wpatrując się w Księżyc w pełni. Nie mówili zbyt wiele, nie to było najważniejsze. Wystarczy, że byli razem. Tak za Nim tęskniła, tak cierpiała, a On teraz stał przy niej, jakby nic nigdy się nie wydarzyło. Po tak długim czasie ich usta złączyły się. To był piękny pocałunek, jedyny w swoim rodzaju. Taki utęskniony i tak długo wyczekiwany, zawierający w sobie całe szczęście spotkania, którego mogło nie być. Później musiała już wracać. Było w niej tyle emocji: walka, rozpacz, strach, niepewność, determinacja, a następnie radość i euforia. Sama nie wiedziała, czy znowu śni, czy to jest rzeczywistość. Musiała ochłonąć.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Usagi wstała i udała się do łazienki, z której następnie słychać było szum napełniającej wannę wody. Można było także usłyszeć dźwięk cichutko grającego radia. Dziewczyna położyła się w dużej, podłużnej wannie. Nie chciała już o niczym myśleć, niczym się martwić i niczego czuć. Chciała spokoju, którego nie miała od ponad dwóch lat. Cała rodzina już spała, nawet jej młodszy brat już się położył. Leżała już tak dość długo. Woda stała się już całkiem chłodna, wstała więc i owinęła się ręcznikiem. Szybko wskoczyła w swoją ukochaną piżamkę i weszła do pokoju, który był całkiem pusty. Jej ukochana kotka spała dziś u jej przyjaciółki Minako, może i dobrze. Usagi miała wrażenie, że bolą ją wszystkie kości. Była bardzo zmęczona, nie wiedziała, czy sen coś tu pomoże, musiałaby spać chyba dobry tydzień. Położyła się i popatrzyła w biały sufit, na którym jej wyobraźnia przedstawiała obrazy ostatnich zdarzeń, a następnie i ostatnich lat. Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła. Śnił jej się mężczyzna, ale nie był to jej ukochany, a przyjaciel.

- Usagi, ja... Tak bardzo chciałem cię jeszcze raz zobaczyć, nawet jeśli to tylko sen.

- Seiya, jak to... Ty tutaj... - wykrztusiła pomimo wielkiego zaskoczenia i szczęścia.

- Chyba bardzo chciałem się tutaj znaleźć.

- Cieszę się, że cię widzę. To wszystko zdarzyło się za szybko. Także wasz wyjazd...

- Spełniliśmy naszą misję, ale nie tylko. Poznaliśmy wspaniałych przyjaciół i strasznie nam ich brakuje - powiedział to w liczbie mnogiej, tak było mu lżej. - Chciałem Ci powiedzieć, że nigdy cię nie zapomnę Usagi, nigdy. Wiedziałem od początku, że nigdy nie będzie "nas", dlatego pragnę być Twoim przyjacielem, nie chcę tego zniszczyć.

- Seyia - tylko to zdążyła powiedzieć, zanim po policzku popłynęła jej łza.

- Nie, Króliczku! Nie płacz, nigdy nie płacz przeze mnie, nie zniósłbym tego, proszę. - Szybko znalazł się przy niej i ją przytulił. - Niepotrzebnie wtedy powiedziałem, co czuje, to było samolubne z mojej strony. Przecież wiedziałem, że nn wróci i wszystko będzie dobrze, a ty tylko poczułaś się niezręcznie. Nigdy nie płacz przeze mnie. Będę twoim przyjacielem i będę kochał cię jak przyjaciel. Obiecuję.

- Obiecaj, że się kiedyś jeszcze spotkamy - Usagi powiedziała to stanowczym głosem i popatrzyła w oczy Seiyi, by upewnić się, że nie skłamie. - Obiecaj mi!

Seiya uśmiechnął się i popatrzył w jej głębokie oczy.

- Obiecuje. - Chciał dodać coś jeszcze, ale uznał, że pogorszyłoby to tylko sytuację. Przyrzekł sobie, że spotkają się, jak będzie gotów, czyli jak stanie się jej przyjacielem, "tylko" przyjacielem. Na razie było jeszcze za wcześnie. Gdy popatrzył w jej oczy i ją objął, pragnął tylko zostać przy niej lub zabrać ją ze sobą. - Żegnaj, Usagi... Nie! Do zobaczenia!

- Do zobaczenia!

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Mama śpiącej spokojnie dziewczyny, krzątała się po kuchni już od godziny. Ojciec dawno poszedł do pracy, a młodszy brat pojechał na obóz razem ze swoję klasą. Skończyło się pierwsze półrocze szkolne i nastała dwutygodniowa przerwa, o której Usagi nie pamiętałaby, gdyby nie porozwalane po całym domu bagaże jej brata i gdyby nie panowało coroczne zamieszanie z ich pakowaniem. Mama Ikuko weszła cichutko po schodach i uchyliła drzwi do pokoju córki. Martwiła się o nią, ostatnio nie wyglądała za dobrze, ale kiedy zajrzała do pokoju i zobaczyła smacznie śpiącą córkę, uspokoiła się i wyruszyła na poranne zakupy.

Usagi obudziła się kilka minut później. Było jej trochę lżej, przynajmniej sprawa Seiyi już tak jej nie dręczyła. Wierzyła, że jeszcze kiedyś się spotkają. Zegar wskazywał 8.10. Nawet spać nie umiała tak długo jak kiedyś, mimo że nie czuła się wcale wypoczęta. Wstała, umyła się i ubrała. Usiadła jednak z powrotem na swoim łóżku, nie miała ochoty nigdzie wychodzić. Bała się, że po wyjściu znowu coś pójdzie nie tak, znowu będzie musiała walczyć i cierpieć.

"Jestem samolubna. Jak mogę myśleć tylko o sobie - pomyślała - ale czy do końca życia mam cierpieć? Czy takie jest moje przeznaczenie? Gdyby nie ja i srebrny kryształ, może naszym wrogom nie zależałoby tak na Ziemi, a Mamoru i dziewczyny nie musieliby walczyć i poświęcać życia jak ostatnio. Może to moja wina? Powinnam sama radzić sobie z wrogiem, nie wplątując ich w to wszystko. Jak ktoś ma mieć zmarnowane życie, to lepiej by to było jedno życie niż dziesięć."

Te nieustające pytania i wątpliwości nachodziły Usagi coraz częściej. Czy należy jednak dziwić się osobie, która w jednej chwili straciła najbliższych? Do tego wszystko to widziała i nic nie mogła zrobić? Usagi wzięła do ręki delikatną broszkę i przyjrzała się jej dokładnie. Sama broszka była nic nie warta w porównaniu z jej zawartością. Mimo że niedawno chciała ją gdzieś porządnie ukryć, teraz napłynęły wątpliwości.

- Mam nadzieję, że nigdy cię już nie użyję. - Ścisnęła ją mocno i włożyła do kieszeni. - Nigdy...