Grzech Powszedni - Rozdział 2

Rozdział 2.

Niebo było bezchmurne. Ulewne deszcze, jakie miały miejsce w Tokio przez ostatni tydzień, wreszcie się skończyły. Usagi siedziała na parapecie okna na poddaszu. Wokół panowała wszechogarniająca cisza. Jedynie charakterystyczna dla nocy muzyka wygrywana przez świerszcze zdawała się rozbudzać miasto ze snu.
Dziewczyna rozpuściła długie blond włosy, po czym zaplotła je w gruby warkocz. Oparła się o framugę okna i po raz setny tego wieczora zaczęła liczyć gwiazdy. Niektóre z nich mrugały do niej radośnie. Świat zdawał się być taki spokojny.
Owy spokój przerwał tupot łapek na dachówkach. Usagi podniosła głowę i tuż przed jej nosem na parapecie wylądowała jej czarna kotka. Dziewczyna zerwała się na równe nogi, ale już po chwili przykucnęła, opierając podbródek na parapecie. W ciemności zaświeciły oczy Luny.
- Jakieś wieści o Mamoru? - zapytała Tsukino z nadzieją w głosie.
W odpowiedzi Luna pokręciła przecząco głową.
- Jasna cholera! - Usagi uderzyła pięścią w parapet i wyprostowała się. - Nie ma go już od dwóch tygodni. Czternaście dni! Nawet nie wiem, czy jeszcze żyje!
- Przestań krzyczeć, bo obudzisz swoją matkę... - zaczęła uspokajająco kotka.
- Dobrze wiesz, ze to nie jest moja matka! - wrzasnęła Usagi, ale już po chwili się opamiętała - Przepraszam.
- No, teraz znacznie lepiej - uśmiechnęła się Luna. - Cały czas szukamy. Artemis jest przekonany, że Mamoru jeszcze żyje. Ale bardzo możliwe, że został porwany poza nasz Układ Słoneczny, bo jakiekolwiek ślady urywają się wraz z pałacem Plutona. A to ostatnia planeta w Układzie.
- Setsuna nic nie wie?
- Pluton mówiła coś o pewnym załamaniu w czasie i przestrzeni. Gdzieś, ktoś uszkodził bramę czasu. Teraz sztab ludzi z przyszłości zajmuje się jej naprawą i zabezpieczeniami przed kolejnymi takimi wypadkami. Bardzo możliwe, że Mamoru został porwany do przeszłości, bądź przyszłości. Tylko ktoś, kto przekraczał bramę czasu, nie do końca wiedział, jak się z nią postępuje. Dlatego zamek został wyłamany. W każdym razie ten ktoś próbuje zmienić bieg historii...
- Bractwo Czarnego Księżyca?
- To nie mogą być oni. Wiesz jak się skończyła nasza historia z nimi. Cztery siostry żyją spokojnie na Ziemi, a Diamand i reszta... W każdym razie tkwimy w martwym punkcie. Wiemy tyle, że ten ktoś ma bardzo podobne do nich zamiary. Zmienić przyszłość. Pytanie tylko, dlaczego i po co potrzebny był im Mamoru...
W tej właśnie chwili przez otwarte okno wleciał uformowany z papieru samolocik, który po chwili krążenia po pokoju wylądował na łóżku dziewczyny. Usagi podeszła i rozłożyła kartonik. Czytała w milczeniu, po czym włożyła go do kieszeni. Wzięła wiszącą na oparciu krzesła kurtkę dżinsową i leżące na blacie biurka klucze od domu.
- Dokąd się wybierasz? - zapytała Luna.
- To wiadomość od Galaxii. Chce się ze mną spotkać. Czeka w parku. Idziesz ze mną, czy zostajesz?
- Idę.
Usagi zeszła po schodach i po cichu wyszła przez frontowe drzwi, zamykając je za sobą na klucz.
Zawiał lekki wiatr i na rękach dziewczyny pojawiła się gęsia skórka. Naciągnęła więc na siebie kurtkę i spojrzała na kotkę. Kiwnęła jej głową i obie puściły się biegiem przez ulice Tokio.
Mijały kolejne drzewa, kolejne witryny sklepowe i domy mieszkalne. Niby wszystko wyglądało tak samo, a jednak nic już nie było takie jak kiedyś. Wiatr targający warkoczem dziewczyny zdawał się torować im drogę. Po 15 minutach były na miejscu.
Na oświetlonej latarnią ławce siedziała młoda kobieta. Długie, płomiennorude włosy spięte miała w wytworny kok na czubku głowy. Paliła papierosa.
Usagi łapiąc oddech podeszła do niej i usiadła obok. Na kolana wskoczyła jej Luna.
Kobieta uśmiechnęła się do Usagi i wyrzuciła niedopałek.
- Jak dobrze cię znów zobaczyć, Księżniczko Serenity - jej wyraz twarzy pokazywał niebywały smutek. Widać było, że starała się go ukryć. Na marne.
- Witaj - Usagi miała ogromną ochotę ją przytulić.
Dobrze pamiętała ich ostatnie starcie. Można by powiedzieć, że do tej pory czuje jej uścisk dłoni.
- Czasy się zmieniają - powiedziała Galaxia, wpatrując się w gwiazdy.
Usagi podążyła za jej wzrokiem.
- Chaos znów gości w sercach ludzi. Już nigdy nic nie będzie takie samo...
- Napisałaś mi, ze chcesz się ze mną spotkać, bo masz dla mnie ważne informacje.
- Tak - kobieta spuściła głowę. - Książę Endymion prawdopodobnie został porwany do pałacu przeszłości na planecie Nemezis bądź Katharsis. Nie jestem pewna, bo to bliźniacze planety. W każdym razie dziś już nie istnieją. W ogóle Ulitharny Układ już nie istnieje. Ktoś chce zmienić bieg wydarzeń. Pragnie zachować układ przy życiu. Tylko do czego potrzebny był im Endymion...
Usagi wpatrzyła się w dal. Splotła dłonie i spojrzała na nie. Na palcu nie widniał już pierścionek zaręczynowy. Pamięta jakby przez mgłę, jak wyrzuciła go do wody. Odetchnęła głęboko i powiedziała:
- Będziemy go szukać. Ja i reszta wojowniczek Układu Słonecznego.
- Same możecie nie dać rady.
- Nic mnie to nie obchodzi - Usagi zdawała się być nieco podenerwowana.
Galaxia spojrzała na nią z boku.
- Ja nic nie sugeruję. Ja po prostu proponuje swoją pomoc.
- Dziękuję... - szepnęła Usagi. - Wiem, że chciałabyś pomóc, ale ja nie chcę mieszać cię w swoje sprawy. Przecież to nasza historia, nasza przyszłość.
- Ja też w tej przyszłości będę żyła. Trzydzieste tysiąclecie nadejdzie niebawem. Kiedy już zostaniesz królową... - wzrok Galaxii padł na dłonie Usagi. - Myślałam, że się zaręczyliście.
-Bo... bo się zaręczyliśmy...
Usagi przez głowę przeleciały obrazy momentu, w którym Mamoru prosił o jej rękę.

- Usagi - zaczął chłopak.
- Tak? - zdumiona dziewczyna spojrzała na Mamoru. Siedział w ciszy od dobrych kilkunastu minut i tak nagle się odezwał.
- Ja... chciałbym, żebyś została moją żoną.
- Mamoru...
Wszelkie słowa uwięzły jej w gardle. Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Czy przyjąć oświadczyny. Miała zaledwie 19 lat. Wiedziała, jaka jest jej przyszłość, znała swoje kolejne dni. Ale kochała go. Bardzo kochała.
Radosny uśmiech zagościł na jej twarzy, a łzy szczęścia napłynęły do oczu.
-Zgadzam się. Chcę zostać twoją żoną...
Mamoru ujął jej dłoń i wsunął na palec serdeczny delikatny pierścionek z różowym oczkiem. Był śliczny. I tak pięknie odbijał światło księżyca. Jej ukochanego księżyca...

- Księżniczko?
Usagi została sprowadzona gwałtownie na ziemię.
- Nie mów tak do mnie - powiedziała lekko podniesionym głosem. - Mam na imię Usagi.
- Ale przecież...
- Nie ma żadnego "ale". Chcę, żebyś zwracała się do mnie po imieniu. Jak cała reszta.
Galaxia patrzyła na dziewczynę zdumiona. Wiedziała, że wydarzyło się coś w jej życiu.
- A ja... - zaczęła Tsukino. - Byliśmy zaręczeni. Ale... stało się coś, co przyczyniło się do tego, że nasze narzeczeństwo jest już przeszłością.
- Zerwałaś zaręczyny?
Usagi przełknęła ślinę. Nie musiała się nikomu spowiadać. Wstała z ławki i popatrzyła na kobietę ubraną w złoty płaszcz.
- Muszę już iść. Jest dosyć późno. Dziękuję za informacje i za propozycję pomocy. Ale uważam, że i tak już sporo zrobiłaś, a ja nie powinnam mieszać cię w moje sprawy.
Usagi skinęła jej głową i odwróciła się z zamiarem odejścia. To dziwne, ale podczas całej ich rozmowy Luna nie odezwała się nawet słowem.
Galaxia patrzyła za oddalającą się dziewczyną.
- Czuję, że historia i tak się zmieni. Nawet bez ingerencji Nemezis i Katharsis - szepnęła po czym odwróciła się i znikła.
- Nie wiem, czy dobrze robisz odrzucając propozycję Galaxii - powiedziała Luna, spoglądając na dziewczynę.
- Poradzę sobie. Już nie raz wybrnęłam z opresji. A teraz dodatkowo jestem bogata w doświadczenie. Nie jestem już dzieckiem Luna.
- Króliczku.
Ciszę rozdarł niegłośny szept mężczyzny.
Serce Usagi zabiło mocniej. Znała ten głos. Rozejrzała się dookoła i z cienia drzew wyszedł jej na spotkanie wysoki, czarnowłosy chłopak. Nawet w półcieniu widać było, że jego oczy się cieszą na jej widok.
- Witaj, Króliczku.
Dziewczyna stała jak wmurowana. Czuła, jakby straciła język w gębie. Po chwili jednak do jej oczu napłynęły łzy. Odezwała się cichym, zachrypniętym głosem.
- Seiya...